Grudzień - ostatnia szansa na medalowego drapieżnika. Zawsze gdy przychodzi ten miesiąc wyszukuje w kalendarzu najdogodniejszy termin (lub terminy jak żona i dzieci pozwolą) planuję zimową wyprawę na drapieżnika oraz zakończenie sezonu.
W tym roku listopad był ciepły, kilka dni powyżej 18 stopni i przy jesiennych zwyżkach wody na Wiśle zaliczyłem kilka udanych wypadów na sandacze i okonie o czym pisałem wcześniej. W grudniu sprawa jest trochę inna, bo woda robi się martwa, ryby są już w drodze na zimowiska i trzeba ich poszukać. Z rzekami jest sprawa o tyle trudniejsza, że co roku zimowiska mogą być w innym miejscu, a to wszystko przez wysoką wodę z wiosny, która zmienia ukształtowanie dna. Jednak miejsca od lat obfite w rybę i tak warto sprawdzić, bo może nie w tym samym, ale kilkanaście metrów niżej lub wyżej w tę zimę będzie ich schronienie. Jeśli już na haku zawiśnie sandacz lub szczupak to dobrze zapamiętajmy to miejsce. Ryby te grupują się na zimę i dopiero wiosną rozpraszają się, więc będziemy mieli pewną miejscówkę.
Miejsca dobre na jesieni, czyli wszystkie zatoczki, cofki, główki można spróbować obłowić, lecz z doświadczenia wiem, że raczej tam ryby są przypadkowo niż celowo. bardzo dobrymi miejscami są zaś głębokie rowy, rynny. Duże szczupaki i sandacze raz za czas przy lekkim słoneczku mogą zawitać pod sam brzeg i tam możemy się spodziewać najlepszych brań. Przynęty na grudzień to niejaskrawe gumy, duże głęboko schodzące woblery. Na blaszki obrotowe czy wahadłowe nie miałem żadnych efektów więc ich nie polecam. Najlepszą przynętą dla mnie na ten czas jest perłowy lub motoroil twister lub czarny wobler Bonito do połowu pstrągów. Plecionki używam w miarę cienkiej, 0,10 fireline’a, zakładam metalowy przypon kongera 25cm.
Rok temu byłem na rybach w Wigilię i Sylwestra w godzinach 11.00-15.00 Co ciekawe nie byłem sam nad wodą bo w ten sposób odprężyć się przed i po świętach przyjechało kilka osób. W tym roku też planuje takie zakończenie sezonu, co z pewnością opiszę tutaj.